| Cygan |
|
To nasz najstarszy kot, chociaż przyszedł do nas jako trzeci. Pewnego dnia Wojtek zastał go pod drzwiami do bloku - kot położył się przed nim z miną „weź mnie albo rozdepcz”. Cygan był zwykłym ulicznym „dzikusem”, objął w posiadanie spore terytorium naszego osiedla i rządził na nim niepodzielnie przez parę lat. Jednak kariera kocich królów jest nie tylko krótka, ale i bardzo burzliwa. Po kolejnej bolesnej walce kocur nie mógł dojść do siebie. Chory, wychudzony, z widoczną przepukliną powrócił na swoich krzywych łapkach na osiedle, po trzech miesiącach nieobecności. Stało się to właśnie wtedy, gdy zaczęliśmy zajmować się bezdomnymi kotami w nowym miejscu zamieszkania. W domu Cygan rozpoczął trzydniowe mruczando. Z tak wielkim respektem odnosił się do nas i do wszystkiego co nasze, że przemieszczał się tylko od swojego ręczniczka do miseczki. Po długim leczeniu, podtuczaniu, po kąpieli, przyuczeniu do używania kuwetki (które trwało aż... dwa dni), kocur opuścił naszą sypialnię, by zostać przedstawionym pozostałym dwóm rezydentom. Ten koci król był gotów podporządkować się naszym domowym kociakom, był potulny jak baranek! Na szczęście szybko zrozumiał, że z całej trójki on najlepiej nadaje się na głównodowodzącego. I dobrze, bo jest mądrym i spokojnym szefem naszego kociego stada. Cygan traktuje pobyt u nas jak emeryturę. Nie poluje, nawet gdy ma taką możliwość. Wygrzewa się leniwie na rozgrzanym na słońcu balkonie, bawi się jak kociak, robiąc zasadzki na uciekającą szpulkę nici, a najczęściej po prostu czatuje w kuchni. Nigdy nie wykazał chęci opuszczenia mieszkania, a otwarte drzwi na klatkę schodową omija bardzo szerokim łukiem.
Choć od początku bardzo chciał się przystosować do życia w mieszkaniu i robił wszystko byśmy tylko byli z niego zadowoleni - Cygan otwiera swoje serduszko powoli. Dopiero niedawno zdecydował, że leżenie na naszych kolanach to ulubiony sposób na spędzanie czasu. Nauczył się, że kiedy Ania chce go pocałować w czoło, to jest to pieszczota, a nie sygnał do panicznej ucieczki. Jednak od samego początku, Cygan zaufał nam w sprawach swojego zdrowia. Kiedy jest chory albo źle się czuje, pozwala nam ze sobą zrobić wszystko, co jest niezbędne, by mu pomóc. Od wycieczek do wterynarza, przez podawanie pigułek, leżenie pod kocykiem, a na czopkach kończąc. Cygan jest wdzięcznym, czułym, kochającym członkiem naszej rodziny, który tak mruczy na widok suchego chleba, że aż się potrafi usmarkać. |
KociaStrona layout © Anna Walczak 2007